Koniec z "kokosami" za sprawy z urzędu!

Na początek pragnę zaznaczyć, iż ten wpis miał nie powstać. Nie chciałem poruszać problemu w nim zawartego z kilku względów. Między innymi dlatego, iż nie jestem bezpośrednio dotknięty tym problemem. Jednakże po zapoznaniu się z pewnym artykułem, a w szczególności z postami zamieszczonymi pod nim, postanowiłem obalić kilka mitów.

W ostatnich dniach przeczytałem, iż ogłoszono projekty zmian rozporządzeń regulujących kwestie wynagrodzeń radców prawnych i adwokatów za świadczoną przez nich pomoc prawną z urzędu (kwestii minimalnego wynagrodzenia za pomoc świadczoną z wyboru nie będę poruszał, gdyż co do zasady jest to zawsze wyraz indywidualnego porozumienia stron w przedmiocie wartości, jaką ma dla nich udzielone świadczenie). Zgodnie z informacją zamieszczoną w owym artykule o którym czytałem, wynagrodzenie to ma zostać zmniejszone. Posty pozostawione przez czytelników pod wspomnianym tekstem wprawiły mnie w osłupienie. Otóż w znakomitej większości autorzy tych komentarzy pisali peany na temat prawidłowości postępowania Ministra Sprawiedliwości. Padało wiele gratulacji z powodu odwagi w obcięciu prawnikom ich „kolosalnych wynagrodzeń” za pomoc udzielaną z urzędu. Krótko, „Lud” znalazł powód wszystkich swoich niepowodzeń i tym powodem są prawnicy ich reprezentujący. W końcu większość z nich to na pewno złodzieje żerujący na ciężko pracującym „Ludzie”.


Zanim przejdę do napisania co o tym myślę, najpierw przedstawię kilka faktów. Rozporządzenie regulujące wysokość wynagrodzenia mojej grupy zawodowej określa szereg stawek za prowadzenie różnych rodzajów spraw. Najniższa stawka jaką znajdziemy w tym rozporządzeniu wynosi 120 PLN. Z tym zastrzeżeniem, że jest to wysokość maksymalna. Sędzia co do zasady winien zasądzić połowę powyżej określonej kwoty chyba, że zajdą okoliczności umożliwiające mu zasądzenie wyższego wynagrodzenia niż to podstawowe 60 PLN. Kwestie podatku VAT, o który to wynagrodzenie może być zwiększone pominę, gdyż nie będzie ona miała znaczenia dla przedstawionego przeze mnie wyliczenia.

Załóżmy, że zostaliśmy wyznaczeni do prowadzenia sprawy. Traf chciał, że nasza sprawa jest prosta. Czynności, które musimy wykonać celem należytego wywiązania się z naszych obowiązków podczas prowadzenia tej wyimaginowanej sprawy, to spotkanie się z klientem celem omówienia sprawy, sporządzenie pisma procesowego (skoro sprawa jest prosta, jak to założyliśmy na początku wystarcza jedno pismo – pozew lub odpowiedź na pozew), udział w dwóch rozprawach i przesłuchanie dwóch świadków (w końcu nie prowadzimy żadnej skomplikowanej batalii sądowej), złożenie wniosku o doręczenie wyroku oraz sporządzenie jego uzasadnienia, a potem wniosku o doręczenie wyroku zawierającego klauzulę prawomocności oraz klauzulę wykonalności (załóżmy, że druga strona nie złożyła apelacji). Po wszystkim musimy się jeszcze spotkać z klientem celem wydania mu dokumentów. Tak przeprowadzona sprawa zajmie nam w sumie co najmniej 6 godzin (czas ten jest bardzo optymistyczny, gdyż w 99 spraw na 100 zajmie nam zdecydowanie więcej efektywnego czasu pracy). Za naszą hipotetyczną sprawę otrzymamy wynagrodzenie w wysokości 60 PLN, o których pisałem wcześniej.

Od powyższego wynagrodzenia należy odjąć jeszcze koszty prowadzenia sprawy. Załóżmy, że ponieśliśmy następujące koszty: 4 bilety na przejazd komunikacją miejską (w wielu wypadkach okaże się to środek transportu tańszy niż samochód), koszty sporządzenia pism (tusz do drukarki, papier), koszt nadania przesyłek poleconych (minimum 3 pisma), opłata za kontakt telefoniczny z klientem. Po nabyciu tego wszystkiego i odliczeniu podatku VAT, być może okaże się, iż jakimś cudem koszty te wyniosły 24 PLN (jak łatwo policzyć znowu jest to bardzo optymistyczny wariant). Z naszego wynagrodzenia zostało nam już 36 PLN.

Z wynagrodzeniem 6 PLN (o podatku dochodowym pamiętam, a dlaczego go ominąłem okaże się później), nic tylko uciekać na Bahamy zanim ktoś się zorientuje „jakie kokosy zarabiamy ”….

Powyższe wyliczenie zostało sporządzone, przy założeniu, że trafiła nam się sprawa banalna, mówiąc kolokwialnie. Im więcej komplikacji w naszej sprawie, tym mniej na niej zarobimy, a często wręcz dołożymy.

Jednak bądźmy optymistami i załóżmy, że zarobimy wspomniane 6 zł na godzinę. W obecnym miesiącu jest 176 godzin pracujących (zakładając, że pracujemy 8 godzin dziennie, pięć dni w tygodniu – równowartość etatu dla umowy o pracę). Jeżeli pomnożymy czas przez podaną ilość godzin okaże się, iż zarobiliśmy w czerwcu wirtualne 1056 PLN.

Sprawdźmy jeszcze jakie mamy miesięczne koszty utrzymania naszej działalności. Najpierw założenie, że jesteśmy na starcie naszej działalności, a więc policzmy ZUS – 465 PLN (po zaokrągleniu w dół, jak wszystkie inne koszty wskazane w tym artykule), koszt komputera i drukarki – 20 PLN (zakładając, że będziemy wymieniać sprzęt co 5 lat, który będzie kosztował odpowiednio 1000 PLN i 200 PLN), koszty tuszu do drukarki i papieru – kolejne 20 PLN, oprogramowanie antywirusowe – 10 PLN, specjalistyczne oprogramowanie komputerowe – 300 PLN, wynajem kancelarii 2000 PLN, media w postaci Internetu, prądu, wody, ogrzewania 600 PLN. Łącznie daje nam to co najmniej 3415 PLN miesięcznych kosztów utrzymania. Koszty te są podane bez podatku VAT, który teoretycznie możemy odliczyć od naszego zarobku. Jeżeli nie przysługuje nam już „mały” ZUS wówczas powyższe koszty należy zwiększyć o dalsze 600 PLN.

Jak widać, to hojne wynagrodzenie za prowadzenie spraw z urzędu, nie jest wstanie pokryć nawet 1/3 kosztów prowadzenia kancelarii. Stąd wcześniej nie wspominałem o konieczności opłacenia podatku, gdyż zwyczajnie nie jesteśmy w stanie przy takim wynagrodzeniu osiągnąć zysku! Jakbyśmy chcieli wyjść na zero trzeba by było przepracować ponad 569 godzin w ciągu miesiąca.

Przy założeniu, że sprawy te powinny nam chociażby sprawiać możliwość pokrycia wydatków oraz uzyskania dochodów na poziomie 2000 PLN, od którego Państwo zabierze nam podatek, za naszą hipotetyczną sprawę, o której napisałem powyżej powinniśmy otrzymać co najmniej 210 PLN (koszty prowadzenia kancelarii powiększone o w/w wynagrodzenie, suma podzielona przez ilość godzin w czerwcu oraz po dodaniu do wyniku, kosztów prowadzenia sprawy wskazanych na początku niniejszego tekstu).

Biorąc pod uwagę systematykę rozporządzenia, każda kwota określająca wynagrodzenie poniżej 420 PLN sprawia, iż nie jesteśmy w stanie uzyskać chociażby minimalnego wynagrodzenia za pomoc prawną świadczoną z urzędu.

Teraz wyobraźmy sobie, że w miejsce prawników wstawimy lekarzy i powiemy im, że mają leczyć ludzi, których nie stać na pomoc medyczną i jeszcze do tego dopłacać, albo, że górnik ma dopłacić do wydobytego przez siebie węgla, który zostanie przekazany ludziom, których nie stać na opał. Jestem ciekawy, w ciągu jakiego czasu od wyartykułowania takiego pomysłu przez polityka, zostałby zorganizowany strajk generalny (nie wspominając co by się działo podczas próby wprowadzenia takiego rozwiązania).

Chciałbym zwrócić uwagę na jeszcze jedną konsekwencję takiego, a nie innego wynagrodzenia. Radcowie prawni/adwokaci prowadzący swoje kancelarie od wielu lat będący rozpoznawalni w danej miejscowości i mający stałych klientów lub będący ekspertami ze specjalistycznych dziedzin prawa, takich jak chociażby prawo bankowe czy prawo autorskie, nie potrzebują spraw z urzędu. Sprawami z urzędu zazwyczaj zainteresowani są radcowie czy adwokaci zaczynający swoją karierę zawodową, którzy nie mają taty/mamy prowadzącego/ej kancelarię z setkami klientów. Obniżenie stawek zamknie drogę do wykonywania zawodu właśnie takim ludziom, ponieważ zanim zdążą zaistnieć w środowisku i zdobyć kontrahentów, już dawno będą pracować w sieci sklepów spożywczych na kasie, ponieważ tam nie tylko nie będą dopłacać do wykonanej przez siebie pracy, ale wręcz otrzymają wynagrodzenie! Tak, więc zmiany te doprowadzą do hermetyzacji rynku prawniczego wprowadzonej tylnymi drzwiami wbrew szumnym zapowiedziom jego otwarcia padających z ust polityków. Nie zdziwię się gdy w niedługim czasie okaże się, iż nie będzie chętnych do prowadzenia spraw z urzędu, na czym ucierpi „Lud”, choć on sam myśli, że jest inaczej…

Co prawda ustawa określa, iż radca prawny/adwokat może złożyć wniosek o zwolnienie go z obowiązku świadczenia pomocy prawnej z urzędu tylko z ważnych powodów, ale czy fakt, iż będzie on musiał dopłacić do wykonanej przez siebie pracy nie stanowi ważnego powodu? To pytanie zostawię otwarte. Na pewno wcześniej czy później poznamy na nie odpowiedz udzieloną przez odpowiednie instytucje.

Niniejszy artykuł nie jest nawoływaniem do strajku. Jestem wrogiem strajków, gdy każdy ma swobodę wyboru formy zatrudnienia oraz jego miejsca. Twoja praca jest warta tyle, ile ktoś jest wstanie za nią zapłacić. To samo odnosi się do wiedzy. Jeżeli praca dla kogoś jest warta mniej niż koszty, które Ty musisz ponieść (nie wspominając o wynagrodzeniu), to znaczy, że należy zmienić pracę lub zawód. W dzisiejszym świecie nie ma również obowiązku korzystania z pomocy prawnika. Jednakże zgodnie z literą prawa jest obowiązek świadczenia pomocy prawnej. W niektórych wypadkach obowiązek ten przybiera formę „pracy niewolniczej” przy owacji „Ludu”.

Jeżeli „Lud” uważa, że praca oraz wiedza prawnika nie jest warta kwoty którą on żąda, „Lud” może prowadzić sprawę samodzielnie. Po prostu znieśmy obowiązek prowadzenia spraw z urzędu. Pozostawiając wybór prawnikom, czy chcą prowadzić sprawę z urzędu za stawki prowadzone przez Państwo, tak jak to funkcjonuje w innych zawodach (np. lekarze, którzy podpisują kontrakty z NFZ). Myślę, że takie rozwiązanie usatysfakcjonuje „Lud”. W końcu kto, jak kto ale „Lud” zna się na wszystkim, w tym na prawie, a dzięki temu prawnicy przestaną otrzymywać z budżetu Państwa te „kokosy”, o których pisałem wcześniej.

Prawnicy dadzą sobie radę bez spraw z urzędu prowadzonych na rzecz „Ludu”. Pytanie tylko czy „Lud” da sobie radę sam w sporze z różnego rodzaju korporacjami, zatrudniającymi często najlepszych prawników, gdy będzie od tego zależeć jego los?!

Jak wspomniałem na początku niniejszego wpisu, problem przedstawiony przeze mnie jest trochę poza mną. Tak więc powrócę do bycia szarym obserwatorem sytuacji i jej rozwoju. Jednak, jeżeli udało mi się przekonać choćby jedną osobę do zmiany swojego stanowiska odnośnie obniżenia wynagrodzenia prawników udzielających pomocy z urzędu, to uważam, iż odniosłem sukces. Jeżeli nie udało się przekonać nikogo, to niniejszy tekst i tak zapewne nic nie zmieni.

P.S. Cudzysłów przy pracy niewolniczej pojawia się ponieważ, nawet niewolnikom w czasach, gdy niewolnictwo było powszechne, nikt nie kazał dopłacać do przymusowo wykonanej przez siebie pracy.
Trwa ładowanie komentarzy...